Główna teza papieża była taka:
Chciałbym rzucić światło na bezpośrednią zależność między rodziną a pokojem na świecie. Rodzina to podstawowy element pokoju i zanegowanie, albo nawet ograniczenie praw rodziny zagraża samym podstawowm pokoju.
Oczywiście znów idzie o związki partnerskie. “Zanegowanie i ogranicznie” praw rodziny to rozszerzenie jej definicji. Zgodnie z papieską logiką, nadając wolność niewolnikowi umniejszamy wolność własną. Zatem nie wyświadczajmy dobra, bo nam go ubędzie.
Jeśli zaś chodzi o “bezpośrednią zależność między rodziną a pokojem”, to w ojczyźnie papieża nie wyglądało to chyba najlepiej. W III Rzeszy tradycyjna rodzina miała pozycję niezwykle silną i gwarantowaną przez państwo.
Żona zajmowała się domem, dzieci były w Hitlerjugend, mąż w Wehrmachcie, homoseksualiści - w obozach koncentracyjnych. Na ile ta sielanka przyczyniła się do “pokoju na świecie”, wszyscy wiemy.
Coraz częściej mam wrażenie, że Benedykt XVI żyje w jakimś świecie równoległym.
"