"Nie wiem, co jest tam na dole czy tam w górze. Może jakieś małe biuro. Takie jak to, w którym płaci się za odholowany samochód w Nowym Jorku… Trzeba iść na Nadbrzeże nr 74, jest czwarta rano i staje się przed pleksiglasową szybą. Jest gruba na palec i ma dziury po kulach. Za nią siedzi przy maszynie do pisania stara kobieta w okularach jak denka od butelek. I widzisz to wszystko. Zaaresztowane samochody, całe setki. Twój samochód wygląda na zawstydzony i zakłopotany. I zdajesz sobie sprawę, że ta baba ma twój los w swoich rękach. Z religią jest podobnie. No bo po śmierci… ludzie myślą, że będzie prosto ale nie, to będzie biurokratyczny koszmar…"