W kraju, w którym rządzi prawica, premier pospiesznie bierze kościelny ślub z małżonką, a rozdział kościoła od państwa jest fikcją, pokorna prokuratura wszczyna postępowanie w sprawie nakłaniania do aborcji. Nie sprawdza dlaczego kolejne szpitale nie chcą postępować zgodnie z prawem, przez co łamią prawo (!). Nie ściga lekarki, która ściągnęła na głowę małej pacjentki natrętnego księdza i grupę rozkrzyczanych kobiet. Nikogo nie interesuje, że lekarka łamie tajemnicę lekarską, że łamie przepisy ustawy o planowaniu rodziny (informacja o ciąży nie miała prawa wyjść poza gabinet lekarski). O zgrozo, pokorny sąd, ze strachu przed księdzem robi rzecz najgorszą, jaką można sobie wyobrazić. Oddziela zrozpaczone dziecko od matki i umieszcza je w pogotowiu opiekuńczym. I robi to prewencyjnie, bo a nóż matka nakłania dziecko do aborcji. Obłęd. Co się stało? Dlaczego lekarze,prokurator i sędzia nie przejmują się losem zgwałconej młodziutkiej kobiety, a myślą numer jeden jest: „żeby tylko nie denerwować księdza”. Prof. Monika Płatek z UW mówi w Polityce: „to oznacza, ze żyjemy w kraju, gdzie rządzi przemoc, a milczy prawo. To, że tym razem stoi za tym ksiądz katolicki, nie zmienia istoty rzeczy”.
Jak wiadomo, prawicowcem w Polsce zostaje się albo w związku z niedostatkiem inteligencji albo wyobraźni.
Publiczna obecność religii jest sojusznikiem polskiej demokracji, tzn. ludzie wierzący, częściej niż niewierzący, statystycznie rzecz biorąc, uczestniczą w wyborach